Źródło

Można długo mówić o inkulturacji, o konieczności działania dla dialogu. Nic z tego nie wyjdzie, jeśli nie zaczniemy od początku. Jeśli w naszych kościołach nie będzie cichej i nieustannej adoracji Najświętszego Sakramentu.

Reklama

Kolejny podrozdział papieskiej adhortacji nosi tytuł: Wyzwania miasta. Myślałam, że to będzie zupełnie inny tekst. Miasto to bardzo wiele kultur. Zazębiających się i nakładających na siebie. To konieczność mówienia wieloma „językami”, by do każdej z nich dotrzeć. A właściwie: by dotrzeć do każdego człowieka, który posługuje się tylko jednym, może kilkoma z nich...

Ale po kolejnej lekturze dotarło do mnie, że nie to jest najważniejsze. Najważniejsze jest stwierdzenie, które pojawia się na początku: Bóg już tam jest. Jest w mieście, jest na naszych ulicach, w zaułkach, bramach i domach. Jest w sercach ludzi, którzy tam żyją. Nie trzeba Go tam przynosić z zewnątrz, implantować. Trzeba Go odnaleźć.

W latach 70. XX w. we Francji powstało nowe zgromadzenie. Monastyczne. Mnisi i mniszki wychodzili, by modlić się na pustyni. Tą pustynią było miasto. Wspólnoty Jerozolimskie – bo tak się to zgromadzenie nazywa – nie mają kryzysu powołań. Zakładają swoje domy w kolejnych miastach. Pracują i modlą się. Ich klauzurą jest ich serce. Źródło na pustyni miast...

Miasto mówi wieloma językami. Wprawdzie dziś nie gromadzą się w nich – jak w Jerozolimie na święta - Partowie i Medowie, i Elamici, i mieszkańcy Mezopotamii, Judei oraz Kapadocji, Pontu i Azji, Frygii oraz Pamfilii, Egiptu i tych części Libii, które leżą blisko Cyreny, i przybysze z Rzymu, Żydzi oraz prozelici, Kreteńczycy i Arabowie – ale dalej wszyscy potrzebują usłyszeć o wielkich dziełach Bożych w swoim języku. Każdy w swoim. I nie mogę się oprzeć wrażeniu, że tu trzeba nowej Pięćdziesiątnicy. Ducha Świętego, który pozwoli nam – zwykłym ludziom – tymi językami mówić.

Wracam do źródła. Miasto pędzi. Jest pełne gwaru. Ludzie ocierają się o siebie w tłoku, starając się nawet na siebie nie patrzeć. Miasto potrzebuje źródła. Miejsca, w którym mogłoby się choć na chwilę zatrzymać. Miasto potrzebuje miejsca kontemplacji. Miejsca, w którym można się spotkać nie znając. Miejsca, w którym nie trzeba rozmawiać i nie ma miejsca na spory. Miejsca, w którym wszyscy jesteśmy dziećmi Jednego Ojca. Miejsca w którym każdy w swoim języku może usłyszeć Jego głos.

Można długo mówić o inkulturacji, o konieczności działania dla dialogu. Nic z tego nie wyjdzie, jeśli nie zaczniemy od początku. Jeśli w naszych kościołach nie będzie cichej i nieustannej adoracji Najświętszego Sakramentu. Całodziennej, wieczornej, a może nawet wieczystej? Dostępnej dla wszystkich. Dni są przecież wypełnione biegiem. Dużo łatwiej byłoby przyjść wieczorem lub nawet w nocy...

Miasto potrzebuje Pięćdziesiątnicy. Ale Duch Święty nie zstąpił w dniu Zmartwychwstania. Uczniowie wcześniej wiele dni spędzili na modlitwie w Wieczerniku. To musi być też nasza droga.

 

«« | « | 1 | » | »»

aktualna ocena |   |
głosujących |   |
Ocena | bardzo słabe | słabe | średnie | dobre | super |

Wybrane dla Ciebie

Zobacz

  • Agnieszka
    10.02.2014 12:08
    Jest ogromna potrzeba adoracji Najświętszego Samramentu w naszych parafiach, takiego odpocznienia "w cieniu skrzydeł Twych" pośród tego całego zabiegania, takiego "zmarnowania" czasu na cichą modlitwę z Panem Jezusem ukrytym w Hostii, który przemawia do nas w ciszy serc i kształtuje je.

    Żeby znaleźć choćby pół godziny w ciągu całego tygodnia na adorację w ciszy... byłoby pięknie i owocnie, wielkie łaski płyną dzięki takiej adoracji.

    Bądź uwielbiony Panie Jezu, Chlebie najcichszy, chwała Ci, Panie!
    Prosimy, udziel nam łaski adoracji Najświętszego Sakramentu w naszych parafiach!

Dodaj komentarz
Gość
    Nick (wymagany lub )

    Autopromocja

    Reklama

    Reklama

    Reklama