Wyzwania czyli koniec czekania

Jakie predyspozycje trzeba mieć, jakie cechy charakteru ukształtować, by skutecznie mierzyć się z wyzwaniami?

Reklama

Ewangelizujemy także wtedy, gdy staramy się stawić czoło różnym pojawiającym się wyzwaniom” (EG 61).

Wyzwania są jak zimowy poranek w ciepłym łóżku. Za oknem ponuro. W piecu jeszcze nie napalone. A pod kołdrą ciepło. Najważniejsze życiowe pytanie przybiera inną formę. Już nie być czy nie być. Wyjść czy nie wyjść. Zmierzyć się z chłodem, z czekającymi obowiązkami, czy trwać w błogostanie.

Wyzwania są jak dzwonek u drzwi. Odzywający się w najbardziej niestosownych momentach. Na przykład w chwili, gdy na ekranie komputera pojawiają się nowe wiadomości, wirtualni przyjaciele zapraszają do rozmowy, zapowiada się ciekawa dyskusja, w perspektywie muzyczne nowości ulubionego zespołu… I dzwonek. Sąsiadowi zamarzł samochód. Potrzebuje twojej pomocy. Patrzy wyczekująco i czyta z twojej twarzy. Grymas zniechęcenia, złość, obojętność czy uśmiech człowieka życzliwego.

Wyzwania czyli koniec czekania. Świat nie zmieni się sam. Nie zmienią go inni. Beze mnie. Kościół nie zmieni się sam. Nie zmienią go inni. Beze mnie. I nie zmienię się ja. Ja sam. Bez innych.

Jakie predyspozycje trzeba mieć, jakie cechy charaktery ukształtować, by skutecznie mierzyć się z wyzwaniami. Wbrew pozorom nie trzeba być herosem. Choć odrobina silnej woli z pewnością jest przydatna. I nie trzeba być wybitnym intelektualistom. Wystarczy trochę wiedzy o świecie, Kościele i człowieku. Wreszcie nie jest potrzebne solidne zaplecze. Stworzenie go jest cząstką stawiania czoła wyzwaniom.

Wola, intelekt i zaplecze są ważne z perspektywy świata. Ważne są również z perspektywy Ewangelii. Choć nie najważniejsze. Bo i cele są inne. By pomóc sąsiadowi wystarczy odrobina empatii, świadomości, że jutro ja mogę potrzebować pomocy. By swoją parafię uczynić bardziej gościnną potrzeba wiary, spotkania z Jezusem, doświadczenia Jego mocy.

Celowo wskazałem na parafię, choć papież nieco inaczej ustawia priorytety wychodząc od globalizacji, nowych ruchów religijnych i sekularyzacji. Ale to właśnie parafia jest miejscem, gdzie skutki przemian kulturowych są najbardziej widoczne. Jest także miejscem, w którym z owymi skutkami można zmierzyć się w sposób najbardziej skuteczny. Dlaczego? Bo w niej programy i wizje przekładają się na relacje. Tam wszystko, co zewnętrzne, powierzchowne i prowizoryczne uwewnętrznia się, ma szanse pogłębienia i stabilizacji. Parafia ma asa nie do przebicia. Jest nim bliskość ołtarza i człowieka. Teraz wszystko zależy od tego, czy ostatni zechce wyjść z ciepłego łóżka i zareagować na dzwonek.


 

«« | « | 1 | » | »»

aktualna ocena |   |
głosujących |   |
Ocena | bardzo słabe | słabe | średnie | dobre | super |

Wybrane dla Ciebie

Zobacz

  • Marek Aureliusz
    03.02.2014 11:29
    Chyba jednak nie...
    Bliskość ołtarza nie jest, no, nie musi być atutem.
    Któż bliżej był Pana niż Lucyfer ?
    Judasz też był blisko.
    wielu ludzi np. J. Stalin czy ...p. Oleksy byli w seminarium duchownym.
    Jeżeli parafia może mieć jakiś atut to bliskość ludzi. O tym piszą Dz. A.
    Jak można być blisko Boga którego nikt nie widzi jeśli nie zauważa się człowieka którego się widzi ?

    Całość uzupełnia wypowiedź Chrystusa
    "gdzie dwóch spotka się w Imię Moje" itd.

    Wniosek :
    Jakie postawy kształtować ?
    Przede wszystkim JAK kształtować ? wspólnym działaniem , innej drogi nie ma.
    Świętych do indywidualnego świecenia przykładem jest multum ,efektów dydaktycznych brak , to jedna z większych porażek kościoła nauczającego ostatnich lat.
Dodaj komentarz
Gość
    Nick (wymagany lub )

    Autopromocja

    Reklama