Dobra Nowina dla Polski

Jakby sam Bóg uśmiechnął się do nas. To zdecydowanie najlepsza wiadomość dla Polaków od wielu lat. Światowe Dni Młodzieży w Krakowie w 2016 roku, w 1050. rocznicę chrztu Polski. Wielka szansa, której nie możemy zmarnować.

Reklama

Po ŚDM w 2011 roku w Madrycie wyjeżdżałem z wielkim pragnieniem, aby po Rio de Janeiro kolejnym przystankiem tego wydarzenia była Polska. „Marzenie o ŚDM w Krakowie” – tak zatytułowałem tekst kończący relacje z Madrytu dwa lata temu. Warto mieć wielkie marzenia. One się czasem spełniają.

Franciszek nie przyleciał z kosmosu

ŚDM 2013 śledziłem tym razem z Polski przed ekranem telewizora. Tzw. efekt Franciszka objawił się także w tym, że telewizja publiczna relacjonowała teraz wszystkie spotkania młodzieży z papieżem, choć z poprzednich ŚDM w 2011 r. z udziałem Benedykta podawała tylko skąpe relacje. To prawda, że papież z Argentyny ma niesamowity dar kontaktu z młodymi. Jak rasowy katecheta buduje swoje przemówienia wokół kilku punktów zapadających łatwo w pamięć (to bardzo jezuickie!).

Często zwraca się bezpośrednio do słuchaczy „jest tak czy nie?”. Gestykuluje, zapala się, prosi wszystkich o powtórzenie zdania. Widać, że jest urodzonym duszpasterzem. Ale zarazem warto podkreślić, że nie ma żadnej istotnej różnicy w tym, czym były Dni Młodzieży za pontyfikatu Jana Pawła II i Benedykta XVI. W istniejące ramy tego wydarzenia, stworzone przez papieża z Polski, wszedł kolejny, trzeci już papież, wnosząc swój temperament, charyzmę, duszpasterski styl. Ponadto nie zapominajmy, że papież z Ameryki Południowej odbył swą pierwszą podróż zagraniczną właśnie na swój rodzinny kontynent, do miasta symbolu Ameryki Łacińskiej. Te okoliczności, zaplanowane przez Opatrzność, spotęgowały wielką pozytywną energię, czy jak się to dziś mówi: chemię, między młodzieżą a papieżem. W oprawie muzycznej i liturgicznej ŚDM w Rio czuło się ten południowoamerykański żywioł. Ale to jest nadal ten sam Kościół rzymskokatolicki. W Madrycie widziałem ten sam niekłamany entuzjazm, szacunek i zasłuchanie młodzieży w spotkaniu ze znacznie mniej żywiołowym papieżem Benedyktem XVI. Młodzi katolicy gromadzą się na Światowych Dniach Młodzieży z motywów wiary, chcą doświadczyć radości bycia Kościołem, chcą nadziei płynącej z Ewangelii, chcą świadectwa wiary Piotra. A nade wszystko chcą Chrystusa! Nie szukają bynajmniej jakiejś popkulturowej gwiazdy, kolejnego celebryty. Papież Franciszek nie jest żadnym rewolucjonistą, jak chcą sugerować media. Głosi dokładnie to samo, co Benedykt XVI – pełnię katolickiej wiary. W jednym z przemówień użył wprost sformułowania Ratzingera, mówiąc o konieczności dokonania kopernikańskiego zwrotu w życiu, czyli postawienia w centrum swojego życia Boga zamiast siebie. Franciszek nie przyleciał z kosmosu z zadaniem odnowy „starego” Kościoła. Proszę wybaczyć takie banały, ale komentarze kościelnych ekspertów osiągają momentami tak groteskowy poziom, że już nie wiadomo, czy się śmiać, czy płakać. Kardynał Bergoglio pojawił się w białej sutannie na balkonie bazyliki watykańskiej także dzięki odważnej i bezprecedensowej decyzji „okropnego” Benedykta XVI, został wybrany w demokratycznym głosowaniu przez tych „okropnych” kardynałów, którzy, jak pisano przed konklawe, nic nie rozumieją i ukrywają pedofilię. Człowiek wierzący powie, że w tym wszystkim objawia się działanie Ducha Świętego, który kieruje swoim Kościołem. Uczciwy człowiek niewierzący powie, że Kościół ma dobrze działające mechanizmy wyłaniania swojej władzy. Gdy patrzy się czysto po ludzku, widać, nie po raz pierwszy w historii Kościoła, że osobista charyzma połączona z kościelnym urzędem kreuje niezwykłe autorytety, które mają siłę przebicia nawet w tak skrajnie antyautorytarnych czasach jak nasze. Czy w postaci Franciszka nie przejawia się właśnie geniusz katolicyzmu? Czy nie jest on dowodem żywotności Kościoła, skutecznego łączenia wierności Chrystusowi ze zdolnością do korygowania kursu i szukania nowych form przekazywania niezmiennej prawdy? Nie kupujmy tekstów w stylu „Papież krytykuje Kościół”. Owszem, Franciszek wzywa biskupów, duchownych i świeckich do nawrócenia, do odnowy, do podjęcia z nową energią misji. Ale to odwieczna prawda Ewangelii przechowywana i przekazywana w Kościele. Teraz przypomniana w nowy, świeży sposób przez papieża. Patrząc na Franciszka, odniosłem wrażenie, że dla niego samego ŚDM były ważną lekcją bycia papieżem. Starszy przecież człowiek emanował niezwykłą energią, jakby dostał wiatru w żale.

«« | « | 1 | 2 | 3 | » | »»

aktualna ocena |   |
głosujących |   |
Ocena | bardzo słabe | słabe | średnie | dobre | super |

Zobacz

Dodaj komentarz
Gość
    Nick (wymagany lub )

    Autopromocja

    Reklama

    Reklama

    Reklama