Zbyt mali, by zrozumieć

– Wśród was jest przyszły papież, któremu już dzisiaj przyrzekam bezwarunkową cześć i posłuszeństwo – mówił do kardynałów Benedykt XVI. Ocean łez popłynął na placu św. Piotra, kiedy helikopter z papieżem na pokładzie poderwał się do góry.

Reklama

Surrealistyczny klimat – to określenie, jakiego użył autorytet dziennikarstwa we Włoszech Bruno Vespa, spoglądając na pusty plac św. Piotra. „Nie mamy już papieża, choć on jeszcze żyje”. Dwie godziny wcześniej słyszeliśmy: „Nie jestem już papieżem. Jestem prostym pielgrzymem na początku ostatniego etapu mojego życia”. Trudno było bez emocji słuchać tych słów. Przeszywające były i te: „Nie porzucam krzyża, ale w nowy sposób będę trwał przy Ukrzyżowanym”. Po ostatniej audiencji umieściły je na pierwszych stronach wszystkie włoskie dzienniki. Papież przeciął falę ostrych jak brzytwa komentarzy, które nie milkły od chwili ogłoszenia abdykacji. To przecież sam znany watykanista Gianfranco Svidercoschi powtarzał w mediach: „Nie schodzi się z krzyża”, cytując z uporem Jana Pawła II. Kiedy wpatrywałyśmy się w odlatujący z Watykanu biały helikopter z papieżem na pokładzie, trudno było oprzeć się myśli: Benedykt XVI nie tylko nie opuścił krzyża, ale dał się do niego przybić. „Pan był cały czas blisko mnie” – mówił papież. I wtedy, gdy mi nakładał ten ciężar, i teraz, gdy go zdejmuje. „Zawsze wiedziałem, że łódź Kościoła nie jest moja, nie jest nasza, lecz Jego”. – To na Chrystusa papież skierował nasze spojrzenie. To ważny moment dla Kościoła – powiedział nam abp Rino Fisichella.

Świat na jednym placu

Plac św. Piotra. Środa, godz. 10.20. Nad wyczekującym na ostatnią audiencję 150-tysięcznym tłumem palące słońce. Las kolorowych flag z całego świata – z Afryki, Libanu, Brazylii, Kolumbii, Niemiec, Francji, Hiszpanii. A nawet… cztery czerwone z pięcioma żółtymi gwiazdkami z Chin. – Pierwszy raz w tym miejscu powiewają flagi tego kraju – komentują natychmiast włoscy dziennikarze. Są transparenty ruchu Comunione e Liberazione, neokatechumenatu (na ostatnią audiencję przyjechał sam Kiko Argüello), są focolarini, Akcja Katolicka. Nad placem, mimo tłumu, przeszywająca cisza. Kiedy pojawia się papież, przerywają ją burzliwe oklaski. Ludzie jednak nie skandują, nie śpiewają. Milczące pożegnanie, godne. Papież przejeżdża przez wszystkie sektory. Bierze na ręce dzieci. Niektórzy ludzie płaczą, inni ściskają w dłoniach różańce.

– Przyjechaliśmy tu z Libanu. Tylko na audiencję – mówi ks. Jean Farah. Pochodzi z Jaunie, najbardziej katolickiej części Kraju Cedrów. – Benedykt XVI zostawił w naszym kraju promienie dobra. Wielu muzułmańskich przywódców po raz pierwszy zabierało głos w towarzystwie głowy Kościoła katolickiego. Nasz kraj się scala. Nawet teraz papież, rezygnując z urzędu, dał nam lekcję wolności. – Bo chrześcijanin to człowiek wolny. Chrystus niczego nie narzuca. Zaprasza i daje siebie do końca. Papież też – daje siebie do końca, ale teraz Chrystus oczekuje od niego czegoś innego. Modlitwy. Papież mówił, że stanie pod krzyżem, że nie opuszcza go. Nie będzie chodził na basen, kuracje, saunę. Będzie cierpiał za Kościół. Będzie z nami głębiej – mówi Nidale Baroud z Libanu.

«« | « | 1 | 2 | 3 | » | »»

aktualna ocena |   |
głosujących |   |
Ocena | bardzo słabe | słabe | średnie | dobre | super |

Zobacz

Dodaj komentarz
Gość
    Nick (wymagany lub )

    Autopromocja

    Reklama

    Reklama

    Reklama